Moim zdaniem i zdaniem innych

Odpowiedzialni nauczyciele i ukraińskie dzieci……

Przygotowała Olga Woźniak, 
dział Nauka, Strefa Nauczyciela
 
 Do polskich szkół trafiły już pierwsze dzieci uchodźców z Ukrainy i – musze przyznać – mam mieszane uczucia. Oczywiście ze lepiej, by zajęły głowę czymś innym dziecięcymi sprawami, pobyły w towarzystwie dzieci, ale….Czy nasze szkoły radzą sobie z dziećmi z problemami psychologicznymi, dziećmi z traumą? Jak pokazują statystyki zaburzeń emocjonalnych u nieletnich – z polskimi dziećmi sobie nie radzą a co dopiero z takimi które mają doświadczenie wojny, migracji i nie mówią po polsku. Trafią w nowe środowisko – takie przenosimy do nowej szkoły nawet dla naszych uczniów to duży stres. A stres to akurat jest to, czego tym dzieciom należałoby oszczędzić. Jak będą się uczyć? Co będą robić na lekcjach arytmetyki, fizyki, chemii. na polskim – przy omawianiu „Trenów” Kochanowskiego czy innego zabytku którego zrozumienie na poziomie języka jest trudne dla polskich uczniów. Jak przyjmą ich rówieśnicy? Jak nauczyciele? Ile szkół zatrudni asystentów ze znajomością ukraińskiego i jaka będzie ich rola? Pytań – jak zwykle jest więcej niż odpowiedzi. Ministerstwo zaś – tez jak zwykle – twierdzi, że wszystko jest gotowe: przepisy wydane, kasa przelana. I – również jak zwykle – ciężar odpowiedzialności za ten eksperyment – przeniesiono na nauczycieli. Ilu polonistów umie uczyć polskiego jako języka obcego? (tak, cudzoziemskim dzieciom przysługują dwie takie lekcje w tygodniu – uczące jednak raczej podstaw komunikacji a nie terminów typu głowonogi, asymptota czy  cięciwa okręgu – ilu nauczycieli w ogóle zna w jakimkolwiek obcym języku takie słowa???). I cóż, że przysługują też lekcje wyrównawcze. Kto i w jakim języku będzie je prowadził?Mówi się o klasach przygotowawczych – w których uczniowie będą się uczyć głównie polskiego – kto będzie je prowadził, skoro nauczycieli już brakuje? Ja nie umiem sobie nawet wyobrazić bezmiaru problemów, które właśnie otworzyła dezynwoltura ministerstwa.I tak, mamy w polskich szkołach już kilkudziesiąt tysięcy cudzoziemskich uczniów – czy ktokolwiek kiedykolwiek sprawdzał efekty ich kształcenia? A może powstały jakieś kursy metodyczne dla nauczycieli?Jak w każdym kryzysie tak i  teraz – organizują się oni oddolnie. tak było na początku zdalnej nauki, kiedy zaczęła się pandemia: powstają grupy wsparcia, wymieniania się materiałami, internetowe minikursy ukraińskiego czy polskiego jako obcego. Zaczyna się właśnie wielka ogólna polska konferencja online „Ukraina w edukacji”>> zorganizowana przez nauczycieli-społeczników. Ale gdzie działania systemowe? Chyba w tym samym miejscu co zorganizowana, systemowa pomoc państwowa dla uchodźców, którą zastąpiło obywatelskie pospolite ruszenie. Dyrektorka jednej z krakowskich szkół napisała do min. Czarnka list otwarty>>, proponując powołanie sieci szkół ukraińskich na uchodźstwie – z wykorzystaniem pedagogów, którzy na pewno znajdują się wśród uciekinierów z Ukrainy. Dorośli zyskaliby pracę, dzieci – poczucie bezpieczeństwa i własne środowisko. Obawiam się, że to – jak każdy rozsądny głos w edukacji – wołanie na puszczy.  Choć już widziałam projekt szkoły ukraińskiej powstającej w Warszawie – jak zwykle – inicjatywa jest społeczna. Tymczasem grożą nam w publicznych szkołach getta ławkowe, ostracyzm ze strony rówieśników i kolejny stres małych uchodźców. Przechowalnia dzieci, którym naprawdę nie potrzeba stopni, nauki geografii, chemii i realizacji obowiązku szkolnego. Potrzeba za to stabilności, empatii, opieki, w tym przede wszystkim – psychologicznej. Ale kto by tam w ministerstwie o tym myślał? Trzeba by się znać na szkole. I na dzieciach. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

uzuepłnij * Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.